Autorka reportażu literackiego „Ozland. Przestrzeń jest wszystkim” (Wydawnictwo Dowody). Od ponad dwudziestu lat mieszka na antypodach, gdzie pisze, nagrywa i obserwuje świat z perspektywy południowej półkuli. Dziennikarka multimedialna, tworząca po angielsku i po polsku, współpracuje z australijskim nadawcą publicznym SBS, łącząc różne języki, kultury i sposoby opowiadania. Jej reportaże i artykuły ukazały się m.in. w: Tygodniku Powszechnym, Znaku, Przekroju, Newsweek.pl, Dużym Formacie, Ale Historia, Oko.Press,
a także w międzynarodowych mediach — od International Journalist Network po redakcje w Singapurze. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu w Warszawie oraz kursu pisania literatury faktu Faber Academy (Allen & Unwin) w Melbourne. Na Monash University zgłębia tajniki polskiego reportażu literackiego — i szuka sposobu, by jego niezwykły rytm i wrażliwość przemówiły do czytelników po drugiej stronie globu.
Recenzje
To książka o ludziach, ale pisana z perspektywy przestrzeni. O tym, jak rozumiemy ją my, biali, oraz jak rozumieją i odczuwają ją Aborygeni. Jak bardzo my, biali, nie potrafimy z nią współżyć, jej słuchać, szanować, i ile moglibyśmy się nauczyć od tych, którzy byli w Australii przed nami, a którzy przeżyli tysiąc lat tylko dzięki temu, że traktowali przestrzeń jako swojego partnera. Ta długo przeze mnie wyczekiwana książka reporterska o Australii zaczyna się niezwykłym podziękowaniem: „Chciałabym wyrazić uznanie dla wszystkich Tradycyjnych Opiekunów australijskich krain, w szczególności dla ludu Boon Wurrung, a także złożyć wyrazy szacunku Starszym przeszłym, obecnym oraz wschodzącym. Dziękuję im za dzielenie się ich krajem, w którym również mieszkam”. Dziękuje tym, których darwiniści nazywali „żywymi skamielinami”, zamrożonymi fizycznie i psychicznie w „strefie zero” rozwoju ewolucyjnego człowieka. „Gdy osadnictwo się rozprzestrzeni, Aborygeni ustąpią miejsca białemu człowiekowi, ich całkowite zniknięcie z kontynentu jest kwestią czasu” – przewidywał jeden z autorów „The Sydney Herald Sun”. „Wszystko wskazuje na to, że ta interesująca rasa czarnych prawdopodobnie zostanie wyeliminowana w ciągu 50 lat” – pisano na łamach „The Daily Telegraph” w 1908 roku.
“Australia dopiero zaczyna mówić na głos o swoich błędach, o grzechach własnej historii; zaczyna zauważać mniejszości. Kiedy reporterka przed dwoma laty napisała reportaż dla „Dużego Formatu” o tym, że australijski kontynent nie jest dla wszystkich rajem, przedstawiciele tamtejszej Polonii napisali list protestacyjny do „Wyborczej”. Agnieszka Burton – uważają – jako osoba przygarnięta przez Australię nie ma prawa jej szkalować. Przy czym reporterka daleka jest od szkalowania, ona chce po prostu powiedzieć na głos o tym, co się wydarzyło – Mariusz Szczygieł Nie tylko reportaże. Szczygieł poleca książki non fiction.
“Nie można pozwolić, żeby ten reportaż przeszedł bez echa (…).
Gdybym miała go porównać do innego tekstu, to powiedziałabym, że jest i jakością, i tematem – kolonizacja, supremacja białego człowieka i „przedmiotowego traktowania” (i tutaj sama łapię się na eufemizmie – przecież śmiało można nazwać te wszystkie podboje i „odkrywania” nieznanych lądów systematyczną i intencyjną eksterminacją rdzennej ludności) do „27 śmierci Toby’ego Obeda” J. Gierak-Onoszko (nie przypadkowo zdaje się te dwa tekstu ukazały się pod jednym, wydawniczym szyldem). Szeroko odrysowany kontekst społeczno – historyczny (czaszki Aborygenów jako pamiątka z podróży bogatych Europejczyków [sic!], walki z najeźdźcą, prawa segregacyjne, szkoły katolickie) i kulturowy (czas Śnienia, język, obrzędy pogrzebowe etc.). Burton, swoim reportażem, zmienia perspektywę narzuconą w głównej mierze przez Brytyjczyków. W centrum opowieści stawia, więc przedstawicieli Pierwszych Narodów (nominalnie więc odwraca owo „under”), którzy wraz z przybyciem białych ludzi stracili wszystko – ziemie, wierzenia, bliskich, dalej tożsamość. Co też jest warte odnotowania – Burton nie popełnia błędu wielu dziennikarzy „z zewnątrz” i nie idealizuje, nie upupia w krzywdzie rdzennych mieszkańców, opisuje zaś stan faktyczny, często też dostrzegając m.in. działania rządu australijskiego na rzecz przywrócenia języka i pierwszej kultury, czy niewydolność systemu socjalnego.
Po „Ozland. Przestrzeń jest wszystkim” A. Burton sięgnęłam, bo uświadomiła sobie jak niewiele wiem o Australii. Chciałam przede wszystkim wyjść po za stereotypy: była kolonia karna Korony, kangury i surfing. Brakowało mi książki, która wytłumaczy mi ten kraj lub chociażby go przybliży”. Autorka, jako wieloletnia rezydentka Oz, poradziła sobie z tym zadaniem doskonale. Rzeczowa, pełna i rzetelna publikacja. – Monika Długa @godsavethebook
Rozmowa audio, Ludwika Włodek i Ola Zbroja o “Ozland”.


