Zofia Zaleska

Kulturoznawczyni, autorka książek „Zaniechanie” (Karakter, 2025) i „Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie” (Wydawnictwo Czarne, 2015, 2026), absolwentka Instytutu Kultury Polskiej UW i Szkoły Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”, publikowała m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Dzienniku Literackim”, współpracuje z „Dwutygodnikem”. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Za książkę „Zaniechanie” nominowana do „Odkryć Empiku” (2026). Mieszka w Warszawie, ma słabość do Gdańska.

Recenzje

Zaniechanie

Historia niedziałania jest długa i bogata. Zofia Zaleska nie tworzy syntezy postaw zaniechania i bierności – proponuje nam eseje skupione wokół konkretnych postaci i nie ogranicza się tylko do polskiej kultury i historii. Jej szkice są zachętą do myślenia: dlaczego rozmaici twórcy, tacy jak choćby J.D. Salinger, nagle milkli i wycofywali się z życia? – Justyna Sobolewska „Polityka”, 27 maja/2025

„To książka o mnie” – wydaje się, że po lekturze Zaniechania to zdanie mógłby wypowiedzieć niemal każdy. A to dlatego, że Zofia Zaleska, podążając tropem kopisty Bartleby’ego, mówi: „Wolałabym nie” i proponuje nam erudycyjną opowieść o prokrastynacji oraz „nicnierobieniu”. (…) autorka potrafi świetnie utrzymywać równowagę pomiędzy formą wszechstronnego, w pewnym sensie niedzisiejszego eseju a bardzo aktualną tematyką. Trudno nie docenić tego skrupulatnego śledztwa, które z głębi archiwum wydobywa sabotażystów nowoczesności od XVIII wieku po współczesność – Szymon Kowalski „Nowe Książki”, 7-8/2025 

Przejęzyczenie

Szacunek budzi erudycja Zaleskiej, która mimo wielości tematów jest do każdego znakomicie przygotowana. Cieszy również, że każda z rozmów różni się od pozostałych – sztuka przekładu jest tematem względnie wąskim, a dziennikarka ustrzegła się standaryzacji wywiadów – Zbigniew Rokita, „Znak”, 04.01.2016

Przenika ten tom wiara w ciągłość tłumaczeniowych interwencji […] i nastrój inteligentnego i serdecznego zaciekawienia, wprowadzony przez Zofię Zaleską, która tę książkę złożyła. Z maestrią odsłania przed nami galerię oryginałów i zapaleńców […]. A jaka przyjemność z ich wysłuchania! Wspaniałe połączenie mądrości z obsesjami – Irena Grudzińska-Gross, „Zeszyty Literackie”, 01/02-16, Kwart. nr 1

Tłumacze dopiero uczą się wychodzić na scenę, dopiero prasują koszule i wyciągają buty na obcasach, moszczą się niepewnie w podstawionych fotelach, zamiast w pocie czoła serwować przekąski. Dlatego cieszy to, że pomysł na tę książkę zrodził się w głowie autorki wywiadów Zofii Zaleskiej i spotkał ze zrozumieniem wydawcy. Bo rozmowy z tłumaczem – człowiekiem to z jednej strony przyjemna lektura dla miłośnika literatury czy laika zainteresowanego warsztatem, ale z drugiej – ważne źródło dla przekładoznawców – Inez Okulska, wyborcza.pl, 09 sierpnia 2016. 

Wywiady:

Rozmowa z Maxem Cegielskim, „Plik tekstowy”, Trójka Polskie Radio

Rozmowa z Anną Dziewit Meller, podcast „Druga Połowa”

Człowiek może chcieć i nie chcieć, ma wybór. Czy są inne organizmy, które mogą zaniechać działania? Drzewa, które nie dążą ku słońcu, nie pną się w górę, tylko trzymają się w cieniu i marnieją same z siebie? Przyroda dąży do tego, żeby plenić się, odradzać i rozrastać, a my mamy też inny wybór, możemy się zmarnować. Zdecydować, że chcemy działać na własną szkodę albo chociaż nie w swoim najlepszym interesie.

W książce nie namawiam do rezygnacji z działania, twórczości i zaangażowania, przyglądam się zaniechaniu jako jednej z możliwości, o której czasem moim zdaniem zapominamy. Przeciwstawiając sobie dobrą aktywność i naganną opieszałość, poruszamy się w obrębie wartości zachodniej kultury, a przecież nie wszędzie ta waloryzacja wygląda tak samo. W filozofii Wschodu, w buddyzmie obecne jest inne podejście do bezruchu, pustki i powstrzymywania się od czynów. To nie musi być przerażające: poczucie, że nie mamy na wszystko wpływu, przyglądanie się światu bez ingerencji w jego sprawy.

– „Dość: możesz chcieć i możesz nie chcieć”, rozmowa Mateusza Demskiego z Zofią Zaleską, „Dwutygodnik”, maj 2025, nr. 411

Jędrzej Malko

Agnieszka Burton

Autorka reportażu literackiego „Ozland. Przestrzeń jest wszystkim” (Wydawnictwo Dowody). Od ponad dwudziestu lat mieszka na antypodach, gdzie pisze, nagrywa i obserwuje świat z perspektywy południowej półkuli. Dziennikarka multimedialna, tworząca po angielsku i po polsku, współpracuje z australijskim nadawcą publicznym SBS, łącząc różne języki, kultury i sposoby opowiadania. Jej reportaże i artykuły ukazały się m.in. w: Tygodniku Powszechnym, Znaku, Przekroju, Newsweek.pl, Dużym Formacie, Ale Historia, Oko.Press,
a także w międzynarodowych mediach — od International Journalist Network po redakcje w Singapurze. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu w Warszawie oraz kursu pisania literatury faktu Faber Academy (Allen & Unwin) w Melbourne. Na Monash University zgłębia tajniki polskiego reportażu literackiego — i szuka sposobu, by jego niezwykły rytm i wrażliwość przemówiły do czytelników po drugiej stronie globu.

Recenzje

To książka o ludziach, ale pisana z perspektywy przestrzeni. O tym, jak rozumiemy ją my, biali, oraz jak rozumieją i odczuwają ją Aborygeni. Jak bardzo my, biali, nie potrafimy z nią współżyć, jej słuchać, szanować, i ile moglibyśmy się nauczyć od tych, którzy byli w Australii przed nami, a którzy przeżyli tysiąc lat tylko dzięki temu, że traktowali przestrzeń jako swojego partnera. Ta długo przeze mnie wyczekiwana książka reporterska o Australii zaczyna się niezwykłym podziękowaniem: „Chciałabym wyrazić uznanie dla wszystkich Tradycyjnych Opiekunów australijskich krain, w szczególności dla ludu Boon Wurrung, a także złożyć wyrazy szacunku Starszym przeszłym, obecnym oraz wschodzącym. Dziękuję im za dzielenie się ich krajem, w którym również mieszkam”. Dziękuje tym, których darwiniści nazywali „żywymi skamielinami”, zamrożonymi fizycznie i psychicznie w „strefie zero” rozwoju ewolucyjnego człowieka. „Gdy osadnictwo się rozprzestrzeni, Aborygeni ustąpią miejsca białemu człowiekowi, ich całkowite zniknięcie z kontynentu jest kwestią czasu” – przewidywał jeden z autorów „The Sydney Herald Sun”. „Wszystko wskazuje na to, że ta interesująca rasa czarnych prawdopodobnie zostanie wyeliminowana w ciągu 50 lat” – pisano na łamach „The Daily Telegraph” w 1908 roku.

“Australia dopiero zaczyna mówić na głos o swoich błędach, o grzechach własnej historii; zaczyna zauważać mniejszości. Kiedy reporterka przed dwoma laty napisała reportaż dla „Dużego Formatu” o tym, że australijski kontynent nie jest dla wszystkich rajem, przedstawiciele tamtejszej Polonii napisali list protestacyjny do „Wyborczej”. Agnieszka Burton – uważają – jako osoba przygarnięta przez Australię nie ma prawa jej szkalować. Przy czym reporterka daleka jest od szkalowania, ona chce po prostu powiedzieć na głos o tym, co się wydarzyło – Mariusz Szczygieł Nie tylko reportaże. Szczygieł poleca książki non fiction. 

“Nie można pozwolić, żeby ten reportaż przeszedł bez echa (…).

Gdybym miała go porównać do innego tekstu, to powiedziałabym, że jest i jakością, i tematem – kolonizacja, supremacja białego człowieka i „przedmiotowego traktowania” (i tutaj sama łapię się na eufemizmie – przecież śmiało można nazwać te wszystkie podboje i „odkrywania” nieznanych lądów systematyczną i intencyjną eksterminacją rdzennej ludności) do „27 śmierci Toby’ego Obeda” J. Gierak-Onoszko (nie przypadkowo zdaje się te dwa tekstu ukazały się pod jednym, wydawniczym szyldem). Szeroko odrysowany kontekst społeczno – historyczny (czaszki Aborygenów jako pamiątka z podróży bogatych Europejczyków [sic!], walki z najeźdźcą, prawa segregacyjne, szkoły katolickie) i kulturowy (czas Śnienia, język, obrzędy pogrzebowe etc.). Burton, swoim reportażem, zmienia perspektywę narzuconą w głównej mierze przez Brytyjczyków. W centrum opowieści stawia, więc przedstawicieli Pierwszych Narodów (nominalnie więc odwraca owo „under”), którzy wraz z przybyciem białych ludzi stracili wszystko – ziemie, wierzenia, bliskich, dalej tożsamość. Co też jest warte odnotowania – Burton nie popełnia błędu wielu dziennikarzy „z zewnątrz” i nie idealizuje, nie upupia w krzywdzie rdzennych mieszkańców, opisuje zaś stan faktyczny, często też dostrzegając m.in. działania rządu australijskiego na rzecz przywrócenia języka i pierwszej kultury, czy niewydolność systemu socjalnego.

Po „Ozland. Przestrzeń jest wszystkim” A. Burton sięgnęłam, bo uświadomiła sobie jak niewiele wiem o Australii. Chciałam przede wszystkim wyjść po za stereotypy: była kolonia karna Korony, kangury i surfing. Brakowało mi książki, która wytłumaczy mi ten kraj lub chociażby go przybliży”. Autorka, jako wieloletnia rezydentka Oz, poradziła sobie z tym zadaniem doskonale. Rzeczowa, pełna i rzetelna publikacja. – Monika Długa @godsavethebook

Rozmowa audio, Ludwika Włodek i Ola Zbroja o “Ozland”.

Paulina Małochleb

Krytyczka literacka, badaczka i wykładowczyni. Laureatka Nagrody Prezesa Rady Ministrów oraz stypendystka programu „Młoda Polska” Narodowego Centrum Kultury. Autorka książki Przepisywanie historii i bloga ksiazkinaostro.pl, publikowała m.in. w „Polityce”, „Krytyce Politycznej”, dwutygodnik.com, „Nowych Książkach” i „Twórczości”. Wykłada na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, kuratoruje projekty literackie w Bunkrze Sztuki, a w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie kieruje Ośrodkiem Komunikacji. “Mięśnie mam od miłości. O macierzyństwie” to jej debiut literacki.

 

“Mięśnie mam od miłości. O macierzyństwie”
Wydawnictwo Karakter

To nie jest książka o macierzyństwie rozumianym jako doświadczenie prywatne ani o rodzinie pojmowanej jako bezpieczna enklawa. To książka o wstydzie będącym narzędziem kontroli oraz o pracy, która nie ma nazwy, choć podtrzymuje całe życie społeczne.

To także opowieść o rodzinie pozostawionej samej sobie przez państwo, za to doskonale obsługiwanej przez rynek. O ciele – rodzącym, karmiącym, zmęczonym, pozbawionym wzniosłości, za to uwikłanym w codzienną przemoc norm, estetyk i oczekiwań.

Autorka opisuje macierzyństwo jako nieustanny występ – rozgrywający się w przychodniach, szkołach, na ulicy i w domach – podczas którego kobiety mają być jednocześnie czułe i wymagające, kompetentne i bez roszczeń, obecne, ale niewidzialne. Pokazuje, jak instytucje, język i obyczaj uczą je zarządzać emocjami, tłumić gniew i wstyd, żeby system mógł działać bez zakłóceń.

Ostatecznie jednak Paulina Małochleb opowiada przede wszystkim o miłości – uczuciu, które przesłaniają grube warstwy zmęczenia i dla którego brakuje języka. Żeby się do niego dobrać, trzeba szukać w literaturze, w sztuce, we własnych wspomnieniach – aż napotka się małą spoconą dłoń. Dotyk, który zakotwicza.

Recenzje

Nie należy jej umieszczać w nurcie konfesji zwanych autofikcją, nawet wysoce literacką. Jest o byciu matką tu i teraz i jest bardzo dobrze napisana, ale nie o to z nią chodzi. Jest o tym, jak nasze społeczeństwo i kultura używają macierzyństwa jako instytucji do totalnej tresury matek z uległości wobec patriarchatu i kapitalizmu, i jak totalną wojnę trzeba toczyć, żeby samej się nie dać i jeszcze uratować dziecko. I jak wredną rolę odgrywają w tej tresurze inne kobiety, te dysponujące jakąkolwiek władzą, ze szpitala, przychodni i placówek opiekuńczo-wychowawczych. Jest tu sporo genialnie przenikliwych obserwacji, a naprawdę potężnej erudycji w temacie nie odczuje jako ciężaru żadna czytelniczka ani czytelnik (czasem kilometr bieżący bibliotecznej półki streszcza się w jednym rzeczowym akapicie bez odnośników). Prześwituje dla mnie przez ten tekst to Brach-Czaina, to Maggie Nelson, ale przede wszystkim jest to Paulina Małochleb. Bardzo swoje i absolutnie „pionierskie” na naszym gruncie spojrzenie. Potrzebowaliście tej książki, nawet jeśli jeszcze o tym nie wiecie. I ona zostanie, jestem tego pewna, nie tylko dlatego, że jest pierwsza. – Renata Lis

Esej Pauliny Małochleb Książki na ostro to jest robota maciestyczna!
Autorka w kilku miejscach pisze, że jej tekst bywa rwany, a lektura przerywana, ponieważ zawsze., gdy się wzniesie na wyżyny skojarzeń, metafor i skupienia, kilkuletnia Mysia potrzebuje pilnej odpowiedzi na pytanie, nastolatek Jeż wymaga rozładowania emocji, ginie klocek. Między dwojgiem dzieci, dwiema pracami, patriarchalno-religijną „tradycją”, neoliberalizmem i kapitalizmem rozciąga się pole miłości, a ta nie zwolni matki, także w dobrze zaplanowanej rodzinie nuklearnej mającej wspólny mężowsko-żoniny kalendarz, od furii, zmęczenia, wypalenia, emocji. Nieprawdą jest jednak, że pisanie Małochleb – jak twierdzi w rozdziale „Dominacja” cechuje wybrakowanie, a zwłaszcza intelektualna płycizna. Krytyczka wie, co ma na myśli, gdy kieruje ostrze przeciw kanonowi wycyzelowanej męskiej nostalgii, której podziwiania uczono ją na polonistycznych studiach, ale myli się w ocenie własnego języka. Nie brakuje w nim ani precyzji, ani metafory; ani przenikliwości, ani kronikarskiego zacięcia. „Mięśnie mam od miłości” to przenikliwy, piękny esej o macierzyństwie i dużo więcej (choć nie musi być więcej). Dawno niczego podobnego nie czytałam.
(…) Pozwolę więc sobie stwierdzić: mamy w Polsce dwie wybitne eseistki miłości, Renatę Lis i Paulinę Małochleb. – Inga Iwasiów

Małochleb skupia się jednak również na popularnych ostatnio w feministycznym i „okołomacierzyńskim” dyskursie tematach pracy opiekuńczej i emocjonalnej. Nie tyle gotowaniu obiadu, ile gotowaniu takiego obiadu, który wywoła uśmiech na twarzach członków rodziny. Nie tyle robieniu prania, ile dbaniu o zaspokojenie emocjonalnych potrzeb, poczucia bezpieczeństwa, harmonijnego rozwoju. Patriarchalna kultura – Małochleb powołuje się tutaj na Arlie Russell Hochschild czy Rose Hackman – uwielbia tę pracę naturalizować, tworząc złudzenie, jakoby była matkom przyrodzona, jakoby – jak twierdził twórca psychologii macierzyństwa D.W. Winnicott – „matkowanie wynikało w sposób naturalny z samego bycia matką”, a empatia pozwalająca zareagować na potrzeby członków rodziny była po prostu cechą „naturalnie” kobiecą”. – Natalia Mętrak Ruda w Dwutygodniku

Autorka książki Mięśnie mam od miłości pisze tak, że ma się poczucie, jakby tkanka tekstu pozostawała nierozerwalnie zrośnięta z tkanką ciała – zaraża emocjami, pobudza empatię, wzmacnia siłę współodczuwania, uwrażliwia, ale i ostrzy zmysł krytycznego myślenia. – Karolina Broda dla Vogue.pl

Grzegorz Piątek

Urodzony w 1980r. Pisarz, publicysta, z wykształcenia architekt, autor książek: Świątynia i śmietnik. Architektura dla życia (2025), Starzyński. Prezydent z pomnika (2024), Gdynia obiecana (2022), Niezniszczalny. Bohdan Pniewski – architekt salonu i władzy (2021), Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949 (2020), Sanator. Kariera Stefana Starzyńskiego (2016). Laureat nagród literackich i kulturalnych, m.in. Nagrody Literackiej m.st. Warszawy, Paszportu Polityki, Nike Czytelników, Nagrody im. Kazimierza Moczarskiego, Nagrody im. Jerzego Giedroycia. Współtworzył wystawy m.in. Hotel Polonia. The Afterlife of Buildings (Złoty Lew na Biennale Architektury w Wenecji, 2008) i Dane warszawskie (Muzeum Warszawy, 2017). Przewodniczący Zespołu Nazewnictwa Miejskiego przy Prezydencie m.st. Warszawy (od 2023).

Recenzje

,,Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939”

To książka zachwycająca sprawnością prowadzonej opowieści i zaskakująca kontekstami, w których autor osadza nadmorską miejscowość. Piątek “ma gadane”, pozwala sobie na ironię i żart, jest zarówno historykiem jak i krytykiem, co sprawia, że książka, w której pierwszoplanową rolę odgrywa opowieść o architekturze, przeradza się we wciągającą gawędę. A sformułowania takie, jak “Polska to uroczystość rodzinna” na długo zapadają czytelnikowi w pamięci.  ~ Wojciech Szot, zdaniemszota.pl

Autor zabiera Czytelnika w pasjonującą podróż, opowiadając o mieście z punktu widzenia architekta z zacięciem literackim i historycznym. Lektura tej książki to czysta przyjemność, a jej odbiorcą może być zarówno historyk czy architekt, jak i osoba poszukująca po prostu ciekawej lektury na jesienne wieczory. […] „Gdynia obiecana” to czytelniczy „must have”, szczególnie dla kogoś interesującego się historią tego miasta czy Pomorza w dwudziestoleciu międzywojennym.  ~ Łukasz Męczykowski, hrabiatytus.pl

,,Starzyński. Prezydent z pomnika”

Piątek ma wielki talent do prowadzenia narracji, jego książki wciągają jak powieści akcji, a przecież są historyczne. Autor biografii Starzyńskiego nie pokazuje bohatera pomnikowego, ściąga go z piedestału i próbuje odmalować jako człowieka: bezceremonialnego, stanowczego, skutecznego, nieprzekupnego, mało dyplomatycznego.  ~ Maria Fredro-Smoleńska, vogue.pl

Książka Piątka zgrabnie łączy stylistykę historycznego reportażu i rozprawy naukowej. Kompozycyjnym punktem zaczepienia są dla autora przestrzenie i budynki – opowieść o Starzyńskim jest więc zarazem opowieścią o Warszawie. Autor w niewymuszony sposób wplata w swoją narrację fragmenty malujące obraz ówczesnej stolicy: kontrasty zabudowy czy głód mieszkaniowy.   ~ Joanna Kalicka kulturaliberalna.pl

„Starzyński. Prezydent z pomnika” to książka napisana bardzo sprawnie i wciągająca, wręcz porywająca. Dzięki bardzo solidnej podstawie źródłowej, czyta się ją w zasadzie jak reportaż. Szczerze ją wszystkim rekomenduję ~ Michał Gadziński, histmag.org

,,Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949”

W rezultacie otrzymujemy fascynującą opowieść o mieście, które nie tylko musiało szybko powrócić ze zmarłych do żywych, ale też zdecydować, jak ma w tym nowym życiu wyglądać. Właściwie wszystko w tej książce zasługuje na pochwałę. Od bogatego języka, co w przypadku pisania o ruinach i budowaniu nie jest takie oczywiste, przez ciekawą zmianę optyki, raz pozwalającą na opisanie problemów od strony miewających różne wizje decydentów, kiedy indziej zaś przeciętnych, pragnących normalnie żyć mieszkańców, aż po sprawne łączenie perspektywy historycznej i politycznej z obyczajową i socjologiczną.   ~ Piotr Sarzyński, polityka.pl

Czas odbudowy jest także momentem historii obrosłym w liczne mity – autor nie powiela ich, lecz w oparciu o źródła doprecyzowuje wszelkie niejasności. Książka jest z jednej strony niezwykle rzetelna – z drugiej napisana pięknym językiem. Choć opowiada o zagadnieniu specjalistycznym, potrafi zaabsorbować niejednego amatora architektury. Pełna nieoczywistych informacji, ciekawych historii i postaci, jest przy tym głęboko poruszająca i zachęcająca, aby w codzienności doceniać to, co otrzymaliśmy w spadku po budowniczych Warszawy.  ~ Aleksandra Jagielska, culture.pl

W nowej książce Piątek postawił przed sobą zadanie – z jednej strony rozmontować dotychczasowy mit powojennego Biura Odbudowy Stolicy jako przybudówki partii komunistycznej, z drugiej – stworzyć nowy mit tej instytucji. Udało mu się. „Najlepsze miasto świata” to wiarygodna opowieść o ludziach, których zaangażowanie miało pozapolityczne źródła.  ~ Wojciech Kacpertski, kulturaliberalna.pl

Piątek, z właściwą sobie gawędziarską swadą, potrafi w książce suche dokumenty zamienić w żywą opowieść, wyłuskuje z nich bliskie życiu elementy. ~ Anna Sańczuk, vogue.pl

Wywiady

Zawsze trafia się na jakieś materiały, które każą odrzucić wcześniej założone tezy. Trudno wręcz taką książkę zaplanować, zmienia się do ostatniej chwili pod wpływem źródeł.  booklips.pl

Nie chciałbym skończyć z archiwalną astmą. Jak Maria Janion błądzić w labiryncie własnego księgozbioru. A wśród inteligencji wciąż pokutuje mit, że trzeba się zarżnąć, udusić się kurzem, żyć ciągle swoimi tematami i bohaterami, sprzątać ich groby. Bardzo bym nie chciał tego dla siebie. Oprócz pracy i tych wszystkich książek jest też życie. Wierzę, że przy życiu trzymają zdrowe, niepozorne rutyny. Co poniedziałek kupuję na przykład „Duży Format”. Wszystkie reportaże znalazłbym w internecie, ale na papierze przyjemnie jest rozwiązać sobie jolkę.  magazynpismo.pl

Dlaczego ta książka? Jestem z wykształcenia architektem. Książki zacząłem pisać dopiero po 30. i w tym się wyspecjalizowałem. Gdynia jest wielkim tematem polskiej architektury. W dodatku wszystkie moje książki dotyczą architektury na styku z polityką, kulturą, gospodarką, i dotyczą pierwszej połowy XX wieku, więc musiałem do tej Gdyni dotrzeć. Do tego miałem jeszcze osobisty powód. Miałem szczęście – wprawdzie w Gdyni krócej, a w Gdańsku dłużej – trzy lata i trzy miesiące jedną nogą tu pomieszkać. I nabrałem bardzo osobistej perspektywy. Myślę, że cennej, nic tego nie zastąpi. Trzeba oczywiście mieć wiedzę książkową, zrobić głęboki research w archiwach i dotychczas wydanej literaturze, prasie przedwojennej, natomiast dopiero włóczenie się po Gdyni, przygodne rozmowy, czasami wzmianka w lokalnej gazecie, jakaś obserwacja – dały mi zupełnie nową, świeżą perspektywę. I bez tego na pewno nie byłoby tej książki.  gdynia.pl

Architektura i opera mają wiele wspólnego. W obu tych dyscyplinach sztuki nie ma nigdy pojedynczego autora. To zawsze praca zespołowa, zbiór talentów. mintmagazine.pl

Moja książka nie została w Gdyni odebrana jako policzek – mówi autor “Gdyni obiecanej”, która znalazła się w finale Nagrody Literackiej “Nike” 2023.  wyborcza.pl

 

Aleksandra Paduch

Ur. 1985. Absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Studiowała też fotografię i edytorstwo. W latach 2011-2015 prowadziła autorską audycję muzyczną w akademickiej rozgłośni radiofonia. Fotografie prezentowała na festiwalu Kraków Photo Fringe i w magazynie „Autoportret”. Członkini Fotoświatów, nowohuckiego kolektywu działającego na pograniczu archiwistyki społecznej i fotografii. Zadebiutowała wierszem w „Magazynie Materiałów Literackich Cegła”, prozą – w „Tlenie Literackim”. Uczestniczka warsztatów kreatywnego pisania. Laureatka Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO. Urodziła się w Słupsku, dorastała w Gdańsku, mieszka w Nowej Hucie.

Recenzje

Nie było jeszcze książki, która tak celnie opisuje nasz kraj. To, jak nie umiemy rozmawiać, mimo że bardzo nam na sobie zależy. Jak komunikujemy się poprzez ciężką, wschodnioeuropejską kuchnię, której nigdy nie udało się zastąpić uczuć. Nie da się trafić przez żołądek do serca, jeśli nie umie się dać bliskości. Wspaniały tekst o polskich wnętrzach, tych mieszkaniowych i tych psychicznych.    ~Mikołaj Grynberg

W debiucie Aleksandry Paduch historia rodzinna okazuje się studium relacji z sobą i światem: studium żarcia, zjadania i trawienia – tak w sensie literalnym, jak metaforycznym. Jedzenie staje się tu budulcem świata i opresją, nagrodą i karą, pułapką, która – raz nastawiona w dzieciństwie – idzie za nami, zawsze gotowa, by dorwać nas w kryzysowym momencie.    ~Eliza Kącka

Fragment książki

„Nie ma lepszej kuchni niż kuchnia babci, powiedział dziadek z Chodzieży/domów dziecka/Gdańska. Próbowałaś już truskawek z działki? W tym roku nie sadzimy ogórków, niestety. Półki w piwnicy dziadków uginały się od przetworów robionych z obowiązku, sprzed dwóch lat i starszych.

Słoneczna dynia w occie przebarwiła się już w ochrę lub umbrę, a pękate niegdyś ósemki podobnie konserwowanej papryki straciły połysk. Były na nasze, wnuczek, skinienie i w pogotowiu, a bywały przesuwane na brzeg talerza i trzymane tam tak długo, aż babcia nie skarciła nas wzrokiem.

Nie można zmarnować darów natury.

Żelfiksowe owoce zasypane grubo cukrem. Te w słoikach i świeże też, bo dzięki cukrowi dłużej się trzymały i potem szybciej robiły, a babcia z Łodzi/Gdyni/Gdańska miała mniej pracy. Dziadek wierzył, że to siły woli babci i natury wiązały te półpłynne masy. Wyrzucałam z misi co drugą truskawkę, bo spleśniały i puściły już sok. Przyjedź, jak będą jeżyny, zachęcała babcia, która miała dosyć zrywania i kaleczenia się kolcami.

Ale trzeba zrywać, no trzeba, nie dać umrzeć, nie można”.

Stanisław Brejdygant

Pisarz, aktor, reżyser.

Jest autorem kilku tomów prozy Między innymi wydane przed laty: BYĆ BOGIEM, MALIGNA, POWIEDZ IM, ŚWIT O ZMIERZCHU, a także w ostatnich dwóch latach opublikowane ZWIERZENIA (kilka dłuższych opowiadań napisanych w pierwszej osobie, stad tytuł), RODOWÓD, gdzie tytuł nie tyczy własnej biografii, raczej nas, zbiorowości, narodu. Natomiast rzeczywista autobiografią i zarazem zapisem pamięci czasów niezwykłych, okrutnych, pierwszej połowy długiego życia autora jest tom pod tytułem POKOJE. Znaczący podtytuł brzmi: „Od urodzenia po wiek klęski”. Brejdygant napisał także ponad dwadzieścia dramatów, wystawianych na scenach, publikowanych, tłumaczonych i nagradzanych, jak np. STACJA XII na, głośnym w swoim czasie, międzynarodowym konkursie dramaturgicznym w Rzymie , na którym otrzymał jedną z trzech nagród. Sześć z jego sztuk znalazła się w tomie pt. WYZWOLONY I INNE DRAMATY. Jest też autorem scenariuszy filmowych, z których trzy zostały wydane pod wspólnym tytułem ZŁO.

Jest on także aktorem, reżyserem i pedagogiem. Debiutował przed ponad pół wiekiem rolą Hamleta. Grał też Ryszarda III, Księcia Myszkina, Raskolnikowa, Poncjusza Piłata, Stalina i dziesiątki innych ról w teatrach w kraju i za oceanem, także w spektaklach telewizyjnych, filmach (np. mocno zapamiętaną rolę Profesora Muzyki w DZIEWCZYNACH ZE LWOWA, czy Księdza Teodora w KLERZE) i słuchowiskach radiowych. Ostatnio można go było oglądać w spektaklu Teatru Telewizji w WINNYM według własnego monodramu, w adaptacji i reżyserii Wojtka Smarzowskiego. Za te rolę (graną przed kilku laty we własnym spektaklu autorskim, na scenie Teatru POLONIA, w Warszawie) otrzymał nagrodę „Za Najlepszą Rolę” na ostatnim Festiwalu „Dwa Teatry”, w Sopocie. Wystawiał często swoje własne dramaty, ale także dzieła klasyków, a najchętniej adaptacje powieści autora, którego zwie swym arcymistrzem – Dostojewskiego. Reżyserował także opery, słuchowiska radiowe, spektakle telewizyjne, widowiska plenerowe i filmy. Ma wychowanków i uczniów: aktorów, reżyserów i pisarzy w kraju i w Ameryce (w USA i Kanadzie), gdzie nauczał aktorstwa, reżyserii, a także pisarstwa, na Creative Writing Courses, przez ponad dekadę, w znanych uczelniach (Cornell University, Washington University, Concordia University, National Theatre School of Canada) Przewodził parokrotnie swemu środowisku, działając w zarządach Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Związku Artystów Scen Polskich (ZASP) Ceni sobie tez członkostwo w polskim Pen Clubie.

Recenzje

„Brejdygant uparcie tropi pewien wątek, pewien temat, w jakimś stopniu sformułowany pod wpływem lektur Dostojewskiego, a jednak w efekcie indywidualnych korektur – własny. Jest to temat człowieczeństwa zbuntowanego przeciw swemu ograniczeniu, małości, skończoności. Ów bunt manifestuje się poprzez postawy krańcowe: ofiarę, dążenie do doskonałości moralnej; a także: zbrodnię, zdradę, bezmiar nikczemności.”
~ Konrad Eberhardt

,,Czaruje słowem, kreśląc obrazy sugestywne, kolorowe, również wówczas gdy porusza tematy smutne, a ważne. […] Ja jestem zauroczona jego książką, stylem pisania. Zdecydowanie zamierzam sięgnąć po więcej, przy najbliższej nadarzającej się okazji. „Pokoje” serdecznie polecam każdemu, kto przepada za nietuzinkowym spojrzeniem na rzeczywistość, zwłaszcza tę z przeszłości.”
nakanapie.pl

,,Brejdygant szuka bowiem przez cały czas takiej formy narracji, która nie naruszy kruchej materii opisywanego przez nią przedmiotu, a raczej oplecie go siecią słów zrodzonych z ciekawości, wątpliwości, dylematów.”
zupelnieinnaopowiesc.com

,,To pięć intymnych opowieści, które są – choć nie w sensie dosłownym – zwierzeniami wyjawiającymi życiowe rozterki, tajemnice, wahania, jakie człowiek przeżywa, nawet jeśli ich nie potrafi precyzyjnie nazwać. Ale od tego jest literatura i wrażliwość pisarska. Tej Brejdygantowi nie brakuje.”
wprost.pl

Wywiady

Nie sztuka zmienia świat, ale ludzie zmieniają go pod wpływem sztuki. empik.com

Ja też uważam, że człowieczeństwo najważniejsze. Bo cóż wart Polak jeśli najpierw nie jest wartościowym człowiekiem. Cóż wart wymóżdżony mięśniak, rzucający race na tak zwanym „marszu niepodległości”, co sił w płucach wyjący hasło, że „Polska dla Polaków”, który nawet prawdopodobnie nie wie, że jest rasistą, a właściwie faszystą. Bo w ogóle prawie nic nie wie. wyborcza.pl

Czy to, czego pan dokonał w dotychczasowym swoim życiu uważa pan za kres swoich możliwości?
Oczywiście, że nie uważam. Przecież w każdym z nas jest potencjał, który w krótkim życiu wykorzystujemy jedynie w niewielkiej części. O wiele za mało dokonałem. I z tą świadomością przyjdzie mi odejść z tego świata. Aczkolwiek – i to paradoks – do pewnego stopnia uważam się za człowieka spełnionego – mimo wszystko. moje-gniezno.pl

Warszawa, centrum okupowanego kraju. Byłem dzieckiem, ale za sprawą tego, co zobaczyłem i czego doświadczyłem, wcześnie dojrzałym dzieckiem. Dlatego pamiętam z tamtego czasu więcej i mocniej, niż mógłby zapamiętać dzieciak w innych czasach. wyborcza.pl

Moja koncepcja obcowania ze sztuką zakłada pewien wstrząs emocjonalny. Czy jest to literatura, malarstwo czy muzyka, chcę być poruszony, chcę coś przeżyć. O ile np. nie jestem entuzjastą czystej abstrakcji, tak znajduję coś poruszającego u Jeana Miró czy Mondriana i dlatego cenię ich malarstwo. Jeśli coś nie robi na mnie wrażenia, to szkoda mi czasu na czytanie, słuchanie czy oglądanie. Wyreżyserowałem sporo przedstawień teatralnych i za najbardziej udane uważam te, które przykuwały uwagę widza od rozpoczęcia do samego końca. Takie zaangażowanie dla znacznej części odbiorców pozostanie wartością samą w sobie, ale są też tacy, których to, co zobaczyli i usłyszeli, sprowokuje do myślenia. I bywa, że długo nie przestaną myśleć. Tylko takie przedstawienia czy filmy chciałbym robić. booklips.pl

Nie mogę powiedzieć, że od dziecka chciałem być aktorem. Moje pierwsze studia były polonistyczne. Chciałem być zmuszony do przeczytania pewnych rzeczy. dziendobrytvn.pl

 

Alicja Krzanik

Autorka wierszy dla dzieci. Współpracuje m.in. ze “Świerszczykiem”, Wydawnictwem Szkolnym i Pedagogicznym oraz magazynem “Dzieci”. Pisze teksty do piosenek dla najmłodszych, a także tych starszych wykonawców.
Urodziła się i wychowała w Beskidzie Wyspowym, co zaowocowało miłością do gór i lasów. Zakochana po uszy w „Kabarecie Starszych Panów” i piosenkach Agnieszki Osieckiej.
W Wydawnictwie “Nasza Księgarnia” ukazały się trzy książki wykreowane i zilustrowane przez Annę Salamon, do których miała przyjemność napisać wierszyki. “Literkowa Książka”, “Cyferkowa Książka” i “Roślinkowa Książka” to propozycje dla najmłodszych Czytelników. Spotkania autorskie i warsztaty, które autorki prowadzą wspólnie, cieszą się niegasnącym zainteresowaniem.

 

Recenzje

“Literkowa książka” to pozycja, która zachwyca ilustracjami, to one tworzą jej urok i zachęcają do przeglądania. Dodatkowo ciekawe zadania i wierszyki sprawiają, że nauka literek nie jest nudna ale zamienia się w wesołą zabawę. Myślę, że gdy tylko zobaczycie owe wydziergane literki to będziecie chcieli aby owa pozycja znalazła się w Waszej biblioteczce. Ja osobiście polecam, bo stanowi ona urocze urozmaicenie i pod postacią nietypowego wyglądu literek zaspokaja apetyt smyka na temat alfabetu.
kotkawaiksiazki.pl

Z tą książką liczby zainteresują Wasze dzieci. Zdecydowanie polecam!
annasikorska.blogspot.pl

Wszystkie rośliny i sposób ich prezentowania zachwycają — to album, który powinien znaleźć się na półce każdego malucha, ale nie tylko tu. Bo „Roślinkowa” jest zaproszeniem do wyjścia na spacer z książką pod pachą i odkrywania ukazanych tu roślin w naturze. To też zaproszenie do stworzenia własnego zielnika. Oglądajmy, czytajmy, szukajmy, cieszmy się i doceniajmy zieleń, bo coraz jej mniej wokół nas…
makiwgiverny.pl

Mogłabym opisać tą książkę jednym zdaniem – cytatem mojego syna: „Bardzo lubię tą książkę, bo to jest moja najładniejsza książka o literkach jaką mam”. […] Jest, jak dla mnie, idealna. Estetyczna, piękna, prosta ale nie za prosta.
kawazliterami.com

,,Cyferkowa książka” to doskonała pozycja do nauki liczenia (a nawet wykonywania prostych działań) dla wszystkich maluchów oraz przedszkolaków. Będzie odpowiednia dla odbiorców już od 1 roku życia.
bajkochlonka.pl

„Cyferkowa książka” to idealna propozycja w kategorii książek dla dzieci i młodzieży, która wpisuje się w literaturę polską dla dzieci. Pomaga w rozwijaniu umiejętności matematycznych już od najmłodszych lat, co czyni ją świetnym dodatkiem do każdej biblioteczki przedszkolnej. Dzięki niej, nauka matematyki stanie się fascynującą przygodą, a nie tylko szkolnym obowiązkiem.
ksiegarnia.pwn.pl

Kojarzycie te chwile, kiedy znajdujemy się na łonie przyrody, a maluchy pytają nas: Co to? Jak roślina? Co to za kwiatek? ,,Roślinkowa Książka” kryje w sobie wiele odpowiedzi i to bardzo oryginalnych. Przez oryginalnych mam na myśli głównie ilustracje, które są zdjęciami szydełkowanych elementów. […] Na każdej stronie mamy też wierszyki ułożone przez Alicję Krzanik. Czasem dotyczą pór roku, innym razem konkretnych roślin. Właśnie konkretnych informacji wcale tu nie brakuje.
aktywneczytanie.pl

 

 

Anna Salamon

Ilustratorka, nauczycielka, matka pięciorga dzieci i zapalona dziewiarka.
Absolwentka edukacji artystycznej na Uniwersytecie Śląskim. Od dziecka marzyła o byciu ilustratorką – marzenie spełniło się w 2015 roku, gdy zadebiutowała okładką do „Świerszczyka”.

Ilustracje tworzy ręcznie: szydełkuje, robi na drutach, szyje na maszynie, klei i wyszywa. Jej prace łączą pasję do sztuki, opowieści i robótek ręcznych.

Wspólnie z Alicją Krzanik stworzyła dla Naszej Księgarni trzy edukacyjne książki dla dzieci: Literkowa Książka (2020), Cyferkowa Książka (2021) i Roślinkowa Książka (2022). W oparciu o nie prowadzi warsztaty plastyczne – cieszące się dużą popularnością, zawsze radosne i żywe w kontakcie z dziećmi.

Zilustrowała także dwie książki Justyny Bednarek: ,,Każdy może być Święty, czyli nawet łobuzy idą do nieba” (Świetlik, 2024) oraz ,,Cuda Jezusa, czyli dlaczego pójdziemy do Nieba”(Świetlik, 2025). Ilustracje do Świętych były prezentowane na wystawie w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej.

Jej najmłodszym książkowym dzieckiem jest ,,Pępek” (Natuli, 2025).

Recenzje

Każda prezentowana w niej literka została wydziergana na szydełku i nawiązuje do wyrazów, które właśnie zaczynają się na konkretną samogłoskę lub spółgłoskę. Dodatkowo, co kilka rozkładówek znajduje się pełna ilustracja – w całości powstała z różnego rodzaju tekstyliów. Obrazki są bardzo kolorowe, a dzięki świetnemu sfotografowaniu przygotowanych wcześniej obiektów, wyglądają jakby były trójwymiarowe! […] ,,Literkowa książka” to właściwie małe dzieło sztuki.
bajkochlonka.pl

“Literkowa książka” to pozycja, która wyróżnia się na tle konkurencji tym, że literki do niej zostały wydziergane z włóczki. Ich autorką jest Anna Salomon i to właśnie one mnie zachwyciły. Każda literka jest wydziergana z kolorowych włóczek, ubrana dodatkowo w elementy na daną literkę. I tak na J znajdziemy jarzębinę, na L lisa, a R przyozdobi się w rakietę. Zdjęcia ich tworzą w książce efekt 3D, aż chce się sięgnąć po ową literkę i ją wziąć.
kotkawaiksiazki.pl

Kilkadziesiąt ilustracji, które Anna Salomon stworzyła w ciągu wielu miesięcy, to dzieła, które rozbudzają wyobraźnię zarówno dzieci, jak i dorosłych. Pełne kolorów, ciekawych faktur i różnorodnych materiałów, te szydełkowe arcydzieła przenoszą nas w świat niezwykłej wyobraźni.
mintmag.pl

Mogłabym opisać tą książkę jednym zdaniem – cytatem mojego syna: „Bardzo lubię tą książkę, bo to jest moja najładniejsza książka o literkach jaką mam”.
kawazliterami.com

Czapki z głów — roboty przy książce było sporo. Jak zdradziła mi Ania — średnio zrobienie książki zajmuje jej 4 miesiące codziennego dziergania.
makiwgiverny.pl

 

Wywiady

Kiedy byłam mała, marzyłam o tym, żeby ilustrować książki; rysowałam, malowałam i skończyłam szkoły potrzebne do realizacji tego marzenia. A w wolnych chwilach od zawsze lubiłam szydełkować i robić na drutach. Moje marzenia się spełniły, a praca połączyła się z przyjemnością – ilustruję książki dla dzieci szydełkiem. Robię książki tylko o pięknych rzeczach, jak ta o narodzinach. Mam pięcioro dzieci. Pracuję w szkole. Codziennie przyglądam się światu z zachwytem.

10 lat temu zrobiłam coś bardzo błahego, niepraktycznego i niepotrzebnie absorbującego matkę gromadki małych dzieci, jaką wtedy byłam. Założyłam bloga! Pisałam codziennie, po nocach i w czasie dziecięcych drzemek, nie po to, żeby wrzucać kontent targetowi i zwiększać zasięgi ale dlatego, że lubiłam to nadzwyczajnie. Te dziewczyny, ich dzieci, ich domy, te dyskusje, inspiracje, te codzienne ostrogi, żeby to, co się lubi robić, robić jeszcze lepiej. facebook.com

 

 

 

Joanna Czeczott

Joanna Czeczott – reporterka. W książkach zajmuje się tym, jak układamy się z trudną przeszłością i jakie opowieści tworzymy na własny temat.
Ukończyła stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim. Studiowała też na Państwowym Uniwersytecie w Petersburgu i w Warszawskiej Szkole Filmowej. Doświadczenie zdobywała pracując m. in. w dziale zagranicznym „Przekroju”.

Jest jedną z twórczyń i założycielek Fundacji „Kosmos dla Dziewczynek”. Kierowała pracami koncepcyjnymi nad utworzeniem formatu pisma reportersko-artystycznego wzmacniającego dziewczynki, czego owocem było powstanie magazynu “Kosmos dla dziewczynek”. W latach 2018-2022 była jego redaktorką naczelną, a w latach 2019-20 – prezeską Fundacji. Opiekowała się też z polskiej strony procesem, który zaowocował otwarciem szwajcarskiej edycji “Kosmosu dla dziewczynek” przez Stowarzyszenie Kaleio (po niemiecku i francusku).
Debiutowała książką Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego, która była ważnym głosem w debacie o nowej roli matki Polki. Porusza temat zafałszowania narracji na temat macierzyństwa w Polsce.

Druga książka, Petersburg. Miasto snu, pokazuje historię miasta poprzez nieoczywiste losy jego mieszkańców. Reportaż ten zdobył nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej oraz Nagrodę Fundacji im. Kościelskich, a także znalazł się w finale Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.
W 2025 roku ukazała się książka Cisza nad stepem. Kazachstan i pamięć o Rosji. Opowiada o traumach żyjących w ludziach, którzy doświadczyli sowieckich represji, a także o niezwykłej mocy przetrwania, jaka drzemie w każdym z nas.

 

Recenzje

,,Petersburg. Miasto snu”

Petersburg to miasto Dostojewskiego, obserwatora opisującego, jak w człowieku łączą się największa szlachetność i najpodlejsze draństwo. I to jest klucz do tego fascynującego, brawurowego przewodnika. Autorka skacze przez czas – z Petersburga przez Leningrad do Piotrogrodu, od cara wyrywającego stolicę morzu do Galiny sprzedającej plastry w metrze. Skacze ze snu w jawę, ze stalinowskiego centrum emigracji wewnętrznej do błękitnej stolicy putinowskiej Rosji, gdzie lesbijki z całego Sojuza mogą chodzić, trzymając się za ręce. Warto zainwestować w tę podróż.
Ewa Wieczorek

To książka, która zainteresuje zarówno stałych bywalców dawnej stolicy Rosji, jak i tych, którzy dopiero o niej marzą. Śmiało można stwierdzić, że dla tych, którzy już planują swoją podróż do miasta białych nocy, to poszerzająca horyzonty pozycja obowiązkowa.
Agnieszka Smarzewska, przegladbaltycki.pl

Opowieść Czeczott o Rosji i jej problemach staje się więc nie tylko sprawną literacko i dziennikarsko pozycją z gatunku literatury faktu, w której autorka stara się być blisko ludzkich spraw – może być odczytywana również jako „memento” dla wielu innych społeczeństw, gdzie historia jest upiększana, a rzeczywistość pudrowana.
Zbigniew Rokita, miesiecznik.znak.com.pl

Petersburg to miasto wymykające się stagnacji, buzujące i stymulujące. Autorka widzi w nim nie tyle zasuszony mit, co raczej podlegający dynamicznym przemianom organizm.
Maciej Robert, polityka.pl

 

,,Cisza nad stepem. Kazachstan i pamięć o Rosji.”

Jaka może być pamięć kraju, który przez dekady był największym więzieniem Związku Radzieckiego? Gdzie tej pamięci szukać? Jakie ślady zostawiła w ludziach i w przestrzeni? A przede wszystkim: co z nią zrobić, kiedy okazuje się inna, niżbyśmy oczekiwali? Joanna Czeczott zagląda Kazachom do serc, głów i duszy, drąży w archiwach i w stepowej ziemi. Znajduje takich ludzi i takie historie, że nawet jeśli Kazachstan nic was nie obchodzi, uwierzcie – powinniście, musicie je poznać!
Katarzyna Kobylarczyk

[…] najnowsza książka Joanny Czeczott to nie tylko reportaż historyczny, ale również głęboka analiza społeczna współczesnego Kazachstanu. Z jednej strony – pasjonującego, bogatego w wielokulturowość i szczycącego się swoją gościnnością. Z drugiej – mrocznego, z wieloma ranami […], które się nie zagoiły, nierozliczonymi zbrodniami, na które wciąż opuszcza się zasłonę milczenia.
Agnieszka Kostuch, przewodnik-katolicki.pl

Autorce udała się rzecz najważniejsza: dotarła do jądra tego, co zawarła w tytule; do ciszy… nad stepem.
Piotr Kitrasiewicz, Magazyn Literacki Książki

I choć nie znajdziemy tu prostych odpowiedzi, książka jest próbą dotknięcia tego, co niewidzialne – pamięcią krzywdzie, która została wyparta, ale niezapomniana.
Jacek Taran, Tygodnik Powszechny

 

,,Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego”

Opisy macierzyństwa zazwyczaj ociekają lukrem. Pisze się o maluszkach, bobasach i nieustającej radości bycia matką. Od tej słodyczy bolą zęby. A jak jest naprawdę, wiedzą ci, którzy mają małe dzieci. Problem polega na tym, że zazwyczaj o tym nie mówią. Joanna Woźniczko-Czeczott w swojej do szpiku kości prawdziwej i jednocześnie bardzo zabawnej książce przerywa zmowę milczenia. Macierzyństwo jest bowiem rewolucją, w wyniku której nie tylko coś zyskujemy, ale i coś tracimy. Czeczott pisze o terrorze metod wychowawczych i diet dla matek karmiących, o potwornej nudzie spacerów, wyjałowieniu intelektualnym, wypadaniu włosów i o wściekłości. Nazywa śmiało to, co niemal wszyscy rodzice znają z autopsji, ale do czego często wstydzą się przyznać. Dzięki tej książce odzyskują głos.
Justyna Sobolewska

Po tej książce trudno spodziewać się radosnego gruchania matek nad wózkiem. Nie jest to żadna idylla ani medialny różowy przekaz. Jednak są to wspomnienia, które czyta się niewiarygodnie dobrze, mimo dość radykalnych przedstawianych obrazów. Tak dobrze, że w wielu miejscach można się utożsamiać z bohaterką, która pisze nie tylko o swoich zmaganiach z macierzyństwem, ale również z pracą po porodzie, jak również wspomina o tym, jak macierzyństwo wpływa na relacje z partnerem.
Dorota, sosrodzice.pl

Matka — jak każdy — musi dać ujście negatywnym emocjom. Powinna mieć prawo szczerej opowieści o tym, co przeżywa. Powinna mieć wsparcie w najbliższych. Tego dotyczy książka Macierzyństwo non-fiction, o to chodziło Joannie Woźniczko-Czeczott
Marta Rusek-Cabaj, stacjakultura.pl

 

Wywiady

– Z zawodu jest Pani dziennikarką, a skąd właściwie taki pomysł?
– Moja mama była dziennikarką. To jest pierwsza odpowiedź, która mi przyszła do głowy, więc coś w tym jest. Zawsze bliska mi była taka potrzeba rozumienia świata i też przekazywania tego, co udało mi się z niego zrozumieć. Zawsze też wiedziałam, że słowo pisane jest jakąś moją domeną, więc po prostu chciałam to robić. I po studiach napisałam maila do Alicji Dąbrowskiej z Gazety Wyborczej z taką deklaracją, że chciałabym być dziennikarką i bardzo marzę o tym, żeby pracować w Dziale Zagranicznym Gazety Wyborczej. klubabsolwentów.uw.edu.pl

– Petersburg zawładnął moim życiem, moim sercem. Pojechałam tam z wycieczką szkolną, potem na studia. Poznawałam to piękne miasto i ludzi z nim związanych. Tych zwykłych i tych nietuzinkowych. Pisarzy, których książki czytałam. Chodziłam ich śladami, odwiedzałam miejsca niezwykłe. Chciałam się tym wszystkim podzielić i wzięłam się za pisanie. polskieradio.pl

– Gdy tworzyłyśmy pismo “Kosmos dla dziewczynek”, wierzyłyśmy, że wspieranie dziewczyn może być misją ponad podziałami. Że rodzic konserwatywny, liberalny i lewicowy spotkają się w jednym punkcie: chcą jak najlepiej dla swoich córek. Przez sześć lat obserwowałam, jak nierówną walkę toczymy. Nasze Czytelniczki nie są zawieszone w próżni: każdego dnia ścierają się z systemem, który nie jest dla nich wspierający. Dziewczynki mówią nam, że słyszą w szkole, że mają mniejsze mózgi niż chłopcy (na biologii), że mają węższe barki, więc nie mogą biegać na takie dystanse jak chłopcy (na wuefie), że nie ma w Polsce czegoś takiego, jak prawo azylu (na WOSie). Opowiadają nam o przemocy psychicznej i fizycznej, jakiej doświadczają, o molestowaniu, o tym, jak trudno sobie radzić z ubóstwem, o przemęczeniu, o lęku, o wykluczeniach. Po sześciu latach wyzwań widzę więcej niż wówczas, gdy powstawał “Kosmos”. Dziś misja wspierania dziewczyn ponad podziałami bardziej niż kiedykolwiek wydaje mi się nierealna – i bardziej niż kiedykolwiek potrzebna.  facebook.com